sunshine

11. REGIONALNE LEGENDY I BAŚNIE W EDUKACJI NASZYCH DZIECI


Od zarania cywilizacji człowiek dążył do „oswojenia” świata, chciał, by środowisko w którym żyje i zjawiska w nim zachodzące miały wytłumaczenie. Nie raz był świadkiem szaleństw potężnych żywiołów: ognia, wody, wichrów, które go przerażały i przerastały. Jednocześnie obserwowano jednostki ludzi dzielnych, mocnych (czasem była to zwykła nieświadomość), którzy nawet w obliczu najwyższego zagrożenia potrafili zachować się na tyle racjonalnie i odważnie, iż mówiono, że są obdarzeni niezwykłą mocą lub są w opiece nieziemskich mocy. Lud chętnie rozprawiał o ich czynach, przy okazji „podkolorowując” nieco, zasługi, czy okoliczności, aż do rozmiarów zupełnie nieprawdopodobnych.
         Zjawiskom przyrodniczym, czasem społecznym, a nieraz zwykłym przypadkom- szczęśliwym, bądź nie, przypisywano fantastyczne pochodzenie, nierzadko demoniczne sprawstwo.
       Legenda o człowieku, który zmienił się w kamień dla czasów i społeczeństwa, w których ta legenda powstała mogło to być wyjaśnienie całkiem wiarygodne (bieda, szacunek do chleba).
        Brak wiedzy, fantazyjne reminiscencje dawnych wierzeń, zabobonów i skłonność do myślenia skrótami legły u zarania wielu naszych nie tylko lokalnych legend.
           Czasem do baśni ludowej czy legendy zręcznie wplatano elementy wiary. Piękna i popularna w naszych okolicach (przekazywana przez naszych rodziców) legenda o promyku sobotnim powiada, że domowe pranie najlepiej przeprowadzić w sobotę, bo właśnie w ten dzień tygodnia Matka Boska prała pieluszki małego Jezusa, zaś pamiątką owego „wydarzenia” ma być „fakt”, iż każdej soboty choćby jeden promień słońca dociera na ziemię (biada tym, którzy go nie zauważą, bo to świadczy o grzeszności życia).
       Niektóre legendy zawierają w sobie dużo fantazji zaprawionej szczyptą zdrowego humoru , lecz są też inne pełne dramatyzmu, momentami nawet brutalnego (np. śmierć dziecka). Mamy też takie, które niekoniecznie dobrze się kończą.
        Czy wrażliwość i percepcja dziecka jest przygotowana na podobne sensacje? Generalnie – nie.
      Przecież trzeba nam pamiętać, że baśń i legenda ludowa wcale nie były tworzone dla dziecięcego odbiorcy! Są one emanacją wyobrażeń, emocji, przekonań ludu, który sam żyjąc w dość surowych warunkach nie odznaczał się nadzwyczajną subtelnością (wg dzisiejszej miary) swoich opowieści.
     Przemoc (np. topielcy z jezior wciągający ludzi do głębin), groza (szalone upiory) miały poruszyć emocje słuchacza, przykuć jego uwagę.
     Dziecko, to jeszcze nie ukształtowana osobowość, więc lepiej nie stosować takich silnych bodźców, zwłaszcza, że sprawny bajarz może je zastąpić innymi środkami służącymi przyciągnięciu uwagi.
         Może i powinien, bo nie każdą baśń, czy legendę możemy przekazać dzieciom w jej surowej, autentycznej postaci. Niektóre wymagają pewnego „przepracowania literackiego” dla złagodzenia scen gwałtownych i brutalnych. Zresztą tego rodzaju zabieg nie będzie nowością, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co zrobiono z oryginalnymi treściami - momentami potwornymi w szczegółach - klasycznych dziś baśni braci Grimm, czy Perraulta (siostry Kopciuszka obcinające sobie palce u nóg, wilk zżerający babcię, leśniczy rżnący nożem jego brzuch itd.).
           Przy opowieściach ludowych niezbędne jest wytworzenie odpowiedniego „klimatu”. Dotyczy to tak miejsca, jak i samego opowiadającego. Legendy i baśnie opowiadane w warunkach kameralnych, przy nastrojowym oświetleniu lub porze dnia, gdy słuchacze nie czują się skrępowani miejscem, mogą przybrać swobodne pozy, zazwyczaj zyskują dodatkowe walory.
      Rzecz jasna w warunkach szkolnych nie zawsze jest to możliwe, lecz warto spróbować, zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z opowieściami regionalnymi, dla których doskonałym tłem może być zamek, czy pobliska łąka, z której da się dostrzec panoramę miasta, wsi. Lecz nawet gdy mamy do dyspozycji tylko salę przedszkolną, lub świetlicę, to na tę okazję można ją nieco „odmienić”. W wersji minimalnej wystarczy nawet dodanie do ogólnego wystroju kilku rekwizytów inscenizacyjnych, ilustracji (np. wykonanych wcześniej przez dzieci), lub nawet inaczej niż zwykle ustawić krzesła.
         Najlepiej, gdy bajarz snuje swą opowieść z pamięci, zachowując przy tym wszelkie zasady dobrej oracji: ekspresję, modulację głosu, gest, kontakt wzrokowy itd.
        Cały opisany wyżej wysiłek zmierza do tego, aby godzina baśni i legendy regionalnej stała się również elementem wychowania literackiego, językowego, patriotyzmu lokalnego. Naszym zadaniem jest otwarcie w dziecku przestrzeni przeżyć, wyobraźni, uczuć, a czasem także przezwyciężenia... strachu.
        Opowiadając o niesamowitościach pomagamy przezwyciężać strach, zaś fantastyka zdarzenia wprowadza małego słuchacza w niemal zaczarowany świat – co ważne – świat, który mogą odnaleźć w swoich rodzinnych stronach, a nie „za lasami, za górami...”. Jakże innym okiem będą odtąd patrzeć maluchy na swoją  okolicę. Będzie wzbudzała ich ciekawość, inspirację do poznania, być może z czasem daleko bardziej poważniejszego, niż tylko ludowych bajań.
      Dużą wartością naszych regionalnych podań jest umiarkowanie w kreowaniu sytuacji arcy fantastycznych. Więcej w nich zaszytych ludowych mądrości, prostej etyki, zdrowego humoru, rozsądku, niż przesadnej cudowności prowadzącej często do parodii.

       Chociaż wiele z nich jest osadzonych w historycznym czasie to jednak i tak pozostawiają dziecku pewne ramy do wypełnienia pobudzającymi wyobraźnię szczegółami; był sobie chłop, no dobrze ale jaki, jak wyglądał? Upiór rycerza na rumaku, czy pracowita dziewczyna wzbudzą dziesiątki interpretacji co do wyglądu, scenerii itp.
Większość  legend posiada klasyczny morał. Czasem jest on całkiem wyraźny, a czasami „zaszyty” w treści, do odnalezienia. Najczęściej mamy do czynienia z przestrogą typu; złe postępki – koniec żałosny, ale niektóre podnoszą na piedestał wartość pracy oraz życiowej zaradności, stając się tym samym propagatorem tradycyjnych wartości.
Jak widać, jest wiele powodów, dla których warto dzieciom opowiadać baśnie i legendy regionalne. Jestem przekonana, że każdy miłośnik tej dziedziny aktywności kulturalno- pedagogicznej może do ich uwag dodać sporo swoich. Chyba potrzeba nam czasem takich niestandardowych instrumentów do wychowania małych członków naszego społeczeństwa.
wyszukała i opracowała

 Bogumiła Głowacz